Ukraińska Joanna d’Arc? Nastolatka zjednoczyła walczących!

Posted on Maj 10, 2014


Nataszka

W niewielkim, kilkutysięcznym miasteczku Bałasziwka, położonym w połowie drogi pomiędzy Kijowem a Charkowem, wydarzył się – jak powiadają – cud. Jeszcze dwa dni temu toczyły się tu zażarte walki pomiędzy separatystami a zwolennikami jedności Ukrainy. Dziś widać po nich tylko ślady, choć nikt ostatecznie nie wygrał.

Mieszkańcy miasteczka zebrali się na głównym placu. Separatyści opuścili budynek administracji. Przy palonych oponach, które niedawno stanowiły barykady, smażą kiełbaski razem ze zwolennikami Majdanu. Krążą butelki wódki, a wiele osób zbiera nieużyte koktajle Mołotowa, by odzyskać benzynę. Panuje atmosfera braterstwa. Trudno w to uwierzyć, ale to wszystko jest zasługą charyzmy jednej dziewczynki.

Trzynastolenia Natasza (nazwisko nieznane), sierota z miejscowego domu dziecka, jest porównywana do Joanny d’Arc. Pojawiła się wczoraj – filigranowa dziewczynka z megafonem, pożyczonym od bojowników jednej ze stron (nikt nie pamięta już której), w szarym dresie, z blond włosami i ikoną Matki Boskiej w dłoni. Jej największym atutem jest jednak potężny, melodyjny głos, który zatrzymał szał nienawiści. Na Zachodzie być może podbijałaby dusze widzów „Mam Talent”, tu niesie pokój i jednoczy walczące strony. Co chwilę pojawia się na podium przy placu i wygłasza przemówienia, witane oklaskami. Nie można podejść i z nią porozmawiać, ale można posłuchać.

Majdan i antymajdan zabijają się o język, o historyczne spory, podczas gdy nasza ojczyzna niszczeje – woła Natasza. – Jedni czczą Stalina, drudzy Banderę, niektórzy tęsknią za Związkiem Radzieckim. Ja nie pamiętam tamtych czasów, większość z was też nie. Ja widzę straszną teraźniejszość, a jeśli będziemy dalej ze sobą walczyć, straszną przyszłość! Przecież w sercu mamy te same wartości, mamy takie same dusze, modlimy się do tego samego Boga! Gdy Donieck walczy z Kijowem, korzysta na tym rak toczący Ukrainę – pedały, lesby, Lachy, muzułmanie i spisek międzynarodowego żydostwa!

Bojownicy z namaszczeniem słuchają przemówienia Nataszy, „prorokini pokoju”.

Tłum wiwatuje. Flagi Ukrainy i Rosji łopoczą koło siebie, a separatyści i patrioci trzymają się za ręce. Dziewczynka uśmiecha się promiennie i przekazuje megafon księdzu kościoła prawosławnego, który zapowiada wspólną mszę w intencji pokoju.

– Natasza wiele mi uświadomiła – opowiada nam 19-letni Wadim. Jest bojownikiem Prawego Sektora, na jego wojskowej kurtce naszyte są insygnia SS-Galizien i flaga bojowa Trzeciej Rzeszy. – Od moich rosyjskojęzycznych braci wiele mnie dzieli, mamy swoje spory. Na przykład moja organizacja, Zgromadzenie Narodowo-Socjalistyczne, zdecydowanie odżegnuje się od antysemityzmu. Ale zanim to się stanie problemem, musimy przecież dobrać się do pedałów, a do tego we wsi obok podobno mieszkają jacyś Polacy.

Do Wadima dołącza mężczyzna w stroju sportowym, udekorowanym wstęgą św. Jerzego i niewielkim portretem Józefa Stalina. Sadza nas przy ognisku, na którym wesoło skwierczy miejscowy transwestyta. Mężczyzna przedstawia się jako Aleksiej, mówi po rosyjsku.

– Mam sentyment do Matki Rosji, ale byliśmy okłamywani. Mówili nam, że ci ludzie to faszyści i masoni, że chcą tu przynieść cały ten zachodni syf. Narkotyki, pedalstwo, czarnodupców [muzułmanów – przyp. red.], baby z brodą i tak dalej. Ale to nie są faszyści – poklepuje Wadima po ramieniu. – To ludzie tacy jak my, którzy chcą silnej, niezależnej i białej Ukrainy. Gdyby nie Natasza, pewnie byśmy się zabijali, a dzięki niej pijemy razem wódkę. Ona jest świętą. Przemawia przez nią Matka Boska.

O świętości mówi wiele osób, zwłaszcza starszych – podejście do Nataszy i jej obietnicy oczyszczenia Ukrainy jest niemal religijne. Lud Bałasziwki jest wyraźnie dumny ze swojej prorokini. Chcą, żeby zawieźć ją do Kijowa lub Doniecka, by zaniosła dobrą nowinę przywódcom jednej z walczących stron. W momencie publikacji artykułu, decyzja o tym, które miejsce wybrać wciąż nie zapadła, toczy się natomiast coraz bardziej zażarta dyskusja.

Reklamy
Posted in: Świat